w końcu, bo instalowaniu, odinstalowywaniu, przeczucaniu i ponownym instalowaniu mogłam zabrać się do zdjęć przedstawiających czym zajmowałam się cały weekend. wolentariat, o którym mowa, czasem trwał nawet 13h dziennie, a 13h dziennie układając maty, nosząc i układając puchary, wkładając do nich medale, układając medale, nosząc i ustawiając bannery, czyszcząc trybuny i nie tylko, posiadając ŁAZIENKOWE OBCHODY (sprawdzanie worków, ręczników i papieru toaletowego) oraz przejeżdżając mopem i miotłą wszystko co się da trochę dało mi się we znaki biorąc pod uwagę to, ze cały dzień leżę z gorączką w domu!
nie można też zapomnieć o niektórych wydarzeniach, jak rozmowa z fukuszimim o zaginionej torbie, maćkowanie, odstawianie adamowi krzesła (i dostawanie przy tym opiernicz :c ), mustangi, rzyganie (i ucieczka!), zapchany pisuar (i ucieczka!), bony obiadowe na grilla, sędziowanie, doping ukrainy, portugalii i kazachstanu, walka filipa, wwszystkie wygrane gokkenu, atak na pawła i wiele wiele innych. to chyba jedyny weekend w stu procentach przepracowany, a świadomość, że zrobiło się coś dobrego jest o wiele ważniejsza i lepsza od zmęczenia które odczuwa się wracając z żukowa. dużo wspomnień, godziny są, koszulki też, chyba można być zadowolonym!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz