ostatnimi dniami czuje sie jak chomik w metalowym kołku. z braku czasu jestem zmuszona biec (chociaż sama preferuje mniej ekstremalne czynności) przed siebie, bez jakiegos konkretnego celu. chociaż, moze moim celem jest ucieczka od czegos? biorąc pod uwagę ten aspekt, nie jestem świadoma tego, ze tak naprawde od niczego sie nie oddałam ani do niczego sie tez nie przybliżam. stoje w miejscu, bezsensownie, jakby w panice ruszając nogami, aby tylko sam proces biegu wykonać. czy to kiedys sie skonczy? na pewno. moze wlasnie wtedy, kiedy ruszę tyłek zeby sprobowac zrobic cos nowego i spełniać swoje marzenia zamiast starac sie spełnić wyhiperbolizowane wymagania innych, ktore wcale mnie nie uszczęśliwia.
moze powinnam zmienic tez podejście? nastawiam sie, i byłam tak nastawiana, zeby przygotować sie na to, ze nie zyje ani w takich czasach ani w takim kraju gdzie robi sie to, co sie lubi, tylko to, co daje pieniadze.
i wlasnie teraz ze swoimi studiami prawniczymi, ktore miałyby zaowocować realizowaniem finansowym fotografii, czyli jednoczesnie pasji jak i marzenia (choć nie do konca) i malutkim kaprysie późniejszej pracy w chociażby lokalnej gazecie (jako fotograf i dziennikarz, nawet odpłatnej na jeden etat) rozkładam szeroko rece pytając sie JAK ZYC

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz