wychodzę z domu kiedy księżyc nie zdąża zorientować sie ze musi zejść niczym aktor ze sceny, a slonce, jeszcze nie do konca rozbudzone, przebija swoje czerwonawe macki przez ciężkie chmury. chciałabym się w końcu zatrzymać. chociaż teraz, na chodniku, kiedy moje łzy mieszają się z kroplami deszczu. czuję pośpiech i bezsilność. czuję, że płonę, ale się nie spalam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz